|

Już od ponad dwu tygodni na portalu wPolityce.pl wisi „kolejny ważny esej Grzegorza Wąsowskiego: o bardzie naszych czasów i twórczości Witolda Gombrowicza”. I co? I nic. Jak tu nie rozpaczać nad ociężałością życia umysłowego w Polsce? Wszak każdy uważny czytelnik od razu zorientuje się, że ten ważny esej jest kołkiem osikowym, przebijającym jak balon niezrozumiałe i bałwochwalcze zachwyty nad twórczością Gombrowicza. A tu cisza, przez kraj nie przetacza się zażarta dyskusja. Najwidoczniej oponenci Wąsowskiego nie posiadają żadnych argumentów i tylko czekać, jak nazwisko Gombrowicza zniknie z list lektur, a jego nie czytane książki pójdą na przemiał. Grzegorz Wąsowski jest adwokatem i współkieruje pracami Fundacji „Pamiętamy”, zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego z lat 1944–1954. Zna się więc na tym, o czym pisze, jak mało kto. Po pierwsze, jako prawnik jest w stanie skonstruować druzgoczący akt oskarżenia, po drugie, jako współkierownik Fundacji „Pamiętamy” jest ekspertem okresu 1944–1954, a nawet najbardziej niechętni Wąsowskiemu krytycy przyznać muszą, że Witold Gombrowicz także wtedy żył i tworzył. „Otóż mam duży problem z odbiorem twórczości Gombrowicza i tekst ten dedykuję tym wszystkim szanownym czytelnikom portalu wPolityce, którzy jak ja z recepcją dzieł Gombrowicza mają kłopot, nie przyjmują na wiarę zapewnień o ich wielkości, uniwersalności itd. Nazywając rzecz po imieniu: nie rozumiem jego twórczości, nie dostrzegam w niej nic istotnego, godnego uwagi lub głębszej refleksji, nie odnajduję żadnego interesującego komunikatu. A przecież sztuka jest formą komunikacji artysty ze światem. Ale z Gombrowiczem to jak dla mnie nie działa. Nie działa i już. Pewnie, że twórczość, czy to literacka, czy inna, częściowo wymyka się zobiektywizowanemu wartościowaniu, niemniej jednak wiadomo, że jak wszyscy w około chwalą, a człowiek nijak powodów tych zachwytów nie rozumie, to albo przyłącza się do chóru pochlebców, co by na durnia nie wyjść, albo mimo wszystko trwa w uporze, którego kosztem ubocznym bywa wewnętrzne poczucie, że jest prostaczkiem, że inni pewnie wiedzą lepiej. Ja wybrałem drugą drogę i obstawałem przy swoim, bez większej nadziei na pomoc ze strony jakiegoś wybitnego przedstawiciela z kręgu ludzi pióra. Wsparcie, i to jakie, przyszło z chwilą, gdy przeczytałem książkę Grzegorza Eberhardta «Pisarz dla dorosłych Opowieść o Józefie Mackiewiczu». Miałem już okazję rekomendować tę pozycję do lektury w opublikowanym na Polityce.pl tekście: «Na marginesie listu otwartego Jarosława Marka Rymkiewicza do Adama Michnika zdań kilka o Zbigniewie Herbercie i Józefie Mackiewiczu», ale z pełnym przekonaniem czynię to po raz kolejny. Warto do niej sięgnąć. Można bowiem wyczytać w niej na przykład, jak Józef Mackiewicz, jeden z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, zapatrywał się na twórczość Gombrowicza. Oto w 1969 roku, wkrótce po śmierci autora «Transatlantyku», londyńskie «Wiadomości» rozpisały pośród osobistości polskiego życia literackiego ankietę na temat jego pisarstwa. Na postawione w tejże ankiecie pytanie o odbiór twórczości Gombrowicza pośród rodaków, Józef Mackiewicz odpowiedział w sposób następujący: «Tajemnica powodzenia Gombrowicza jest, moim zdaniem, dosyć prosta. Gombrowicz nie umiał pisać i nie miał nic do napisania. Zastosował więc chwyt, jakiego używają malarze, którzy nie umieją malować i nie mają nic do namalowania: ukrycie treści, a raczej jej braku, pod niezrozumiałą dla otoczenia formą. Czym mniej treści, tym bardziej niezrozumiała forma. Trzeba się tylko nie obawiać absurdu. Czym większa rozpiętość pomiędzy rozumieniem i utworem, tym większym durniem okazuję się czytelnik, tym większym geniuszem autor utworu. Bo „łatwiznę” potrafi zrozumieć każdy. „Rzeczy trudne” natomiast- wyłącznie elita umysłowa. Jest to formuła prosta i tym razem zrozumiała. A któż chce być durniem! [...]» Tę perełkę, w postaci kapitalnej «egzegezy» twórczości Gombrowicza i «analizy procesu recepcji» jego dzieł popełnionej przez Józefa Mackiewicza, przyjmijcie – wy wszyscy, szanowni czytelnicy, którzy nie dowierzacie w wielkość spuścizny literackiej autora «Transatlantyku» – jako swoisty prezent gwiazdkowy. Zapamiętajcie treść tej krótkiej charakterystyki pisarstwa Gombrowicza i diagnozy przyczyn powszechnego nad nim zachwytu. Korzystajcie z niej, ilekroć różni mądrzy będą wam chcieli wmówić, że oto «Gombrowicz wielkim pisarzem był!», tylko wam nie starcza wyobraźni, rozumu i nie wiadomo jeszcze czego, aby to przyjąć. A gdyby wasi rozmówcy wzruszali ramionami, mówiąc «a kim był ten Mackiewicz, że warto zatrzymać się nad jego opinią», odpowiedzcie, że był autorem min. sześciu powieści przetłumaczonych na kilkanaście języków oraz że Czesław Miłosz tak napisał o dwóch opowiadaniach Mackiewicza («Dymy nad Katyniem» – z 1947 r. i «Ponary – Baza» – z 1945 r.): «Józef Mackiewicz widział groby katyńskie i napisał, co zobaczył. Przypadkiem był też świadkiem, jak odbywało się mordowanie Żydów w Ponarach i też zostawił rzeczowy raport. I dopóki będzie istnieć polskie piśmiennictwo, te dwa zapisy grozy dwudziestego wieku powinny być stale przypominane, po to, żeby dostarczały miary wtedy, gdy literatura zbytnio oddala się od rzeczywistości». (Czesław Miłosz «Koniec Wielkiego Księstwa (O Józefie Mackiewiczu)», «Kultura» 1989 r., nr 5). Nie bez znaczenia dla niniejszych rozważań jest to, że talent pisarski Mackiewcza był uznawany także przez Gombrowicza, który, jak wiadomo, rzadko kiedy doceniał kogokolwiek poza sobą. Oto przykład stosunku Gombrowicza do pisarstwa Mackiewicza: W 1953 r. paryska «Kultura» zamieściła nowelę Mackiewicza «Przyjaciel Flor», która później weszła, z niewielkimi, redakcyjnymi zmianami, do powieści «Karierowicz». Gombrowicz w liście do Jerzego Giedroycia, będąc pod wrażeniem lektury tejże noweli, napisał: «To dzieło dużego i poetyckiego formatu»”.
Morderczo logiczny wywód naszego adwokata uzmysławia nam następujące fakty: Po pierwsze, wybitny pisarz Józef Mackiewicz nie cenił twórczości Witolda Gombrowicza. Po drugie, Mackiewicz widział groby katyńskie (więc sami rozumiecie, a poza tym pisał o tym Miłosz, co zamyka gęby lewicowym malkontentom). Po trzecie, Gombrowicz cenił Mackiewicza! A zatem skoro Gombrowicz zgadza się z Mackiewiczem, a Mackiewicz uważa, że pisarstwo Gombrowicza to blaga, wynika z tego, iż nawet Gombrowicz nie lubił twórczości autora „Ferdydurke”. Jak mawiają matematycy: CBDU! Przyznam, że nie byłem do końca dokładny, pisząc na początku, że po eseju Wąsowicza nie rozpętała się dyskusja. Powinienem był napisać raczej, że cisza zaległa w reżimowych salonach, bowiem na portalu wPolityce.pl pojawiło wiele interesujących głosów, przytoczę tylko te najcenniejsze: „«Gombrowicz nie umiał pisać i nie miał nic do napisania». ...Dzięki, ale się uśmiałem. Panie mecenasie, a co pan myśli o innych artystach np. taki DALI, PICASO, PENDERECKI. Przecież to do ch...ja nie podobne, a co mówić o sztuce”. „Gratuluję tekstu. Tak modne są dzieła ekskremalne. Kariera per rektum. Gombrowicz jest wielkim idiotą, żeby nie napisać: idiotom. Jego teksty to ekskrementy dla narodu. To taka sama wartość dodana jak Dali, Penderecki czy Pikasso, który nigdy by nie zrobił kariery gdyby nie był komunistą. Niech ich wszystkich szlag trafi z ich intelektualnym wypróżnianiem się na nasze biedne głowy. Niech się dymają sami i nam nie zawracają głowy”. „Panie Grzegorzu, bardzo dziękuję za wspaniałą analizę twórczości pseudoartystów. Dzięki Panu dowiedziałam się, co oni wyrabiają za nasze pieniądze. Nie mam zdrowia śledzić gadzinówek, ale ktoś to «musi» robić, żebyśmy wiedzieli, co się dzieje...”. „Ma pan większy talent niż Gombrowicz. Poważnie!”
|