Nowe
Szybowicz

Babska RP

21 lutego 2012
20 stycznia 2012
Podskórny Poznań

Weź mnie!

17 stycznia 2012
04 stycznia 2012
02 stycznia 2012
Spóźnione oświecenie albo weneckie „l’esprit de l’escalier”
Ewa Wójtowicz
środa, 27 lipca 2011
 Sztuki wizualne

Tegoroczne Biennale przypomina traghetto – wenecki środek transportu mniej efektowny niż gondola i mniej wydajny niż hałaśliwe vaporetto, ale pozwalający przekroczyć Canal Grande w poprzek. Tak też krzyżują się trajektorie intelektualne tej edycji wystawy – wbrew konwencjom wystawienniczym, estetycznym czy przyzwyczajeniom odbiorców.

Prace odsyłają do czegoś poza nimi samymi, rzadko są autonomiczną całością. Często do czegoś poza sztuką: polityki, historii, psychologii. Jak pisze Paolo Baratta, kurator Biennale, powołując się na opinie swych, niewymienianych z nazwiska przyjaciół, ostatnie 12 lat Biennale to „radosna podróż od brody Haralda [Szeemanna – przyp. EW] do wiśniowej czerwieni szminki Bice”. Chodzi o kuratorkę Bice Curiger – pochodzącą, podobnie jak Szeeman, ze Szwajcarii – która odpowiedzialna jest za główną, przekrojową wystawę w Giardini. Za jej decyzją w pierwszej sali centralnego pawilonu pokazano trzy obrazy Tintoretta, malarza zaskakująco współczesnego, którego prace korespondują w daleki sposób ze świetlnymi eksperymentami Jamesa Turrella w Arsenale. Odwołują się one do pojęcia światła, przywoływanego w tytule Biennale: ILLUMInations.

Drugim ważnym pojęciem Biennale są narodowości. Odnoszą się one nie tylko do charakteru prezentacji w ramach pawilonów, ale także do problemów tożsamościowych, które są udziałem artystów biorących udział w Biennale. Curiger zadała wszystkim artystom 5 pytań: „1. Czy społeczność artystyczna jest nacją? 2. Z jak wieloma narodowości czujesz się wewnętrznie związana/y? 3. Gdzie czujesz się jak w domu? 4. Czy przyszłość mówi po angielsku, czy w innym języku? 5. Gdyby sztuka była narodem, jak brzmiałaby jej konstytucja?”. Odpowiedzi na te pytania znajdują się w katalogu Biennale, ale są także pośrednio zawarte w samych pracach.

Pawilony narodowe w ramach Giardini są przeznaczone głównie na wystawy zbiorowe, niewiele jest prezentacji indywidualnych. Nagrodzony Złotym Lwem pawilon niemiecki zajmują prace Christopha Schlingensiefa, w tym monumentalny, utopijny projekt opery w Burkina Faso. Pawilon rosyjski przypomnina dorobek Collective Actions Group i twórczość Andrieja Monastyrskiego. Pawilon amerykański gości duet artystów: Jennifer Allora i Guillermo Calzadilla, którzy prezentują różnorodne prace pod wspólnym tytułem „Gloria”. Oprócz prezentowanych obiektów stałych (jak „Algorithm” – bankomat wbudowany w organy, w którym każda operacja finansowa generuje triumfalną melodię organową), w określonych godzinach odbywają się tam performances. Na automatycznej bieżni, przymocowanej do jednej z gąsienic odwróconego czołgu, biegnie sportowiec akredytowany przez amerykańską instytucję sportową USA Track & Field. Zgrzyt pracujących gąsienic zakłóca spokojną audiosferę Giardini, przyciągając widzów, ale jednocześnie wprowadzając element obcości i niepokoju. W ramach pracy „Body in Flight” inny performer, ubrany w strój reprezentanta Stanów Zjednoczonych, odtwarza skomplikowany i wyczerpujący gimnastyczny układ na obiektach przypominających stare fotele lotnicze pierwszej klasy American Airlines. Zgromadzona publiczność przygląda się wysiłkom gimnastyka, stając się, nieintencjonalnie, częścią absurdalnego spektaklu, w którym miejsce sztuki zajmują sztuczki. Ujawniają się wówczas związki między tężyzną fizyczną a siłą militarną i ekonomiczną, tęsknota za bohaterem i atmosfera rywalizacji. Same obiekty, nawiązujące do konotacji przedmiotów produkowanych na masową skalę, pieniądza i sztuki, wykorzystują estetykę pop. Atmosfera nostalgii za minioną prosperity i utraconą chwałą przejawia się nie tylko w relacjach, jakie nawiązują między sobą poszczególne prace, ale także w ich rozlokowaniu we wnętrzu i otoczeniu pawilonu. Pawilon francuski zajmują prace Christiana Boltanskiego, odnoszące się do problematyki przypadku, a także życia i śmierci w kategoriach statystycznych. Niepozorne drewniane krzesła przed pawilonem reagują na ciężar ciała widza, który słyszy pytanie: „Czy to ostatni raz?”.

Pawilon polski z projektem Yael Bartany budzi spore zainteresowanie widzów mimo długiego materiału filmowego, zwłaszcza ostatniej części tryptyku „...and Europe will be stunned”. Oprócz aktorów, niektóre postaci, zwłaszcza te pojawiające się w filmie „Zamach”, występują we własnej osobie, a jednak political fiction miesza się z obrazami, które znamy z telewizyjnych wiadomości, kronik filmowych czy filmów fabularnych. Bartana sprawnie operuje kliszami: archetypem bohatera, który musi zginąć za sprawę, teatralizacją żałobnych rytuałów, mitem powrotu i ziemi obiecanej, problemem diaspory czy wreszcie utopią jako taką. Utopią, której wieloznaczność jest pokazana w projekcie i wciąż zmienia odcienie. Narracja filmu staje się chwilami metanarracją. Artystka pokazuje z wielu perspektyw problem powrotu Żydów, który miałby dopełnić polską monokulturowość. Powrót pozwoliłby narodowi żydowskiemu stać się dla jednych wyczekiwanym przyjacielem, a dla drugich – urealnionym Innym, którego potrzebują, by go nienawidzić. Praca jest więc silnie krytyczna, a jednocześnie kwestionuje niemal wszystkie stanowiska, jakie można zająć wobec poruszonego w niej problemu. Tym samym jest to najbardziej kontrowersyjna prezentacja w ramach polskiego pawilonu od kilku edycji. Nie odbiega ona starannością produkcji od prac zachodnich, wywołuje natłok skojarzeń, powraca w spóźnionych refleksjach, prowokuje do dyskusji. Prawdopodobnie jednak część kontekstów jest nieczytelna dla widza niepolskiego. Trudno powiedzieć, jak odbierają tę pracę widzowie z Izraela, ale została już ona zbojkotowana przez polityków. Izraelska gazeta „Haaretz” nazwała reakcję minister Limor Livnat „polskim zachowaniem”, podkreślając także, że prezydent Shimon Peres nie obejrzał prezentacji polskiego pawilonu. Specyficznym kontrapunktem, w duchu brutalnej Realpolitik, jest sąsiedni pawilon egipski, gdzie prezentowane są prace Ahmeda Basiony, artysty, który zginął w tym roku w zamieszkach ulicznych w Kairze. To przypadkowe zderzenie filmowej, dopracowanej fikcji w pawilonie polskim z nieoszlifowaną rzeczywistością pawilonu egipskiego jest kolejnym niepokojącym odsyłaczem poza bezpieczny świat sztuki.

Przestrzeń sztuki rozciąga się w Wenecji także na parapawilony, czyli duże przestrzenne instalacje mieszczące prace innych artystów, jak „Antechamber” zaprojektowany przez Monikę Sosnowską. Złote Lwy za całokształt twórczości otrzymali: amerykańska artystka, prekursorka sztuki konceptualnej, Sturtevant i austriacki rzeźbiarz Franz West.

W pawilonie centralnym Giardini znajduje się instalacja „Others” Maurizio Cattelana, która jest autocytatem z jego pracy „Tourists” (1997), kiedy to wykorzystał 200 wypchanych gołębi. Tym razem jest ich 2 tysiące, w większości umieszczonych wewnątrz pawilonu, co przywodzi na myśl próby oczyszczenia Wenecji z tych ptaków. W Arsenale uwagę zwraca film Christiana Marclaya „Clock”, będący 24-godzinną kompilacją fragmentów z różnych filmów fabularnych, w których pojawia się motyw zegarka i upływu czasu. Jest to ciekawy przykład remiksu z kluczem, tym bardziej, że projekcja filmu jest zsynchronizowana z czasem rzeczywistym. Warto również obejrzeć film Omera Fasta „Five Thousands Feet is The Best” (2010) – zapętloną, niepokojącą historię o charakterze szkatułkowym. Oprócz wystaw oficjalnych, sporo jest przedsięwzięć towarzyszących, rozproszonych po całej Wenecji i wyspach laguny. Niemal niemożliwe jest obejrzenie całości, co więcej: doświadczanie małych i dużych oświeceń w frenetycznych weneckich warunkach powoduje wrażenie l’esprit de l’escalier – właściwe refleksje przychodzą na myśl zawsze zbyt późno.

54. Międzynarodowa Wystawa Sztuki w Wenecji: ILLUMInazioni
Wenecja, 4.06. – 27.11.2011

Fot. Ewa Wójtowicz, Pawilon Centralny w Giardini z pracami Josha Smitha, Maurizio Cattelana i Latify Echakhch

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama